Wywiad Jurata Wajda

 O remontach Bazyliki w Trzemesznie pisaliśmy na CZAT Cyfrowe Zbiory Archiwaliów Trzemeszeńskich wielokrotnie. Ostatnio między innymi publikując artykuł o pracach konserwatorskich prowadzonych na początku lat 90-tych, które dotyczyły odnowienia malowideł kopuły trzemeszeńskiej Bazyliki. Dziś, dzięki uprzejmości Pani Juraty Wajdy, jednej z Pań konserwator pracujących w tamtym okresie w Trzemesznie, postanowiliśmy powrócić na chwilę do tych wydarzeń i zapytać o kilka szczegółów dotyczących tych prac. Pani Jurata z przyjemnością zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań oraz udostępniła nam zdjęcia pochodzące z jej prywatnego archiwum.

CZAT: Jak wspomina Pani pracę w Bazylice i czy były one technicznie trudne?

J.W.: Bardzo miło wspominam czas pracy w Trzemesznie (łącznie ok. 6 miesięcy): mieszkanie na plebanii, pyszna kuchnia gospodyni, rozmowy z pracującymi w tym samym czasie kolegami archeologami z UMK (my pracowałyśmy b. wysoko, pod kopułą, oni - w bardzo głębokich wykopach - stanowiskach), z ks. Michalskim - to była bardzo ciekawa praca. Na początku prac, u dołu kopuły, wystarczał sam podnośnik z platformą. Im prace postępowały wyżej, tym robiło się ciaśniej i bardziej okrągło. Do prostokątnej platformy zamontowano wtedy rozszerzenia po ok 1,5 m, z trójkątną wstawką, aby platforma się łamała tak, jak krzywizna kopuły, po okręgu. Jeszcze wyżej - na platformie zamontowano rusztowanie używane wcześniej do mycia samolotów. Widać je na jednym ze zdjęć, które do dziś mam w swoim archiwum. Miało kilka stopni, co ok 70-80cm i było w kształcie wycinka koła, u podstawy ok 2m, wysokości też, może 3m, szerokości ok 1m.
Do platformy było przymocowano tylko przednią częścią, ponad połowa znajdowała się w powietrzu. Wtedy zaczęłyśmy używać pasów bezpieczeństwa.

CZAT: Czy malowidła były w bardzo złym stanie?

J.W.: Malowidła były wykonane w technice al fresco (freski). Pokryte grubą warstwą grzybów, kurzu i pyłu. Nawarstwienia usuwałyśmy miąższem chleba (ciepłego, wspaniałego chleba o chrupiącej skórce. Boże,jaki on był pyszny - pochodził chyba z miejscowej piekarni).
Malowidła zachowały się dość dobrze. Po oczyszczeniu przeprowadzaliśmy dezynfekcje (przeciwko grzybom, które porastały całą powierzchnię - to te czarne i białe smugi).
Potem etap retuszy - malowidła były czytelne, ale z poziomu posadzki słabo widoczne.
Retusze wykonałyśmy w technice suchego fresku (woda wapienna + pigmenty). Na koniec - wzmacnianie całości (aerozolem żywicy akrylowej? albo krzemoorganicznej - tego już, niestety, dokładnie nie pamiętam).

CZAT: Czy prace były wykonywane kompleksowo, czy podzielone na etapy?

J.W.: Ponieważ nie bylo rusztowań na całości, nie mogłyśmy przeprowadzać prac etapami na całej powierzchni. Więc przy każdym położeniu podnośnika przeprowadzaliśmy wszystkie etapy kolejno (oprócz ostatecznego, wzmacniania).

CZAT: Bardzo dziękujemy za przekazane informacje, materiały oraz czas. Z pewnością dla wielu osób ta historia będzie ciekawym uzupełnieniem wiedzy dotyczącej tych wydarzeń. Wiele osób pamięta jeszcze te prace - być może podczas pani wizyty w Trzemesznie miała Pani okazję się z nimi spotkać. Zapraszamy serdecznie w wolnej chwili do odwiedzenia Trzemeszna - może będzie to wspaniała okazja do spotkania po latach?

J.W.: Ooo... jak miło! Serdecznie dziękuję.

Pozdrawiamy serdecznie CZAT - Cyfrowe Zbiory Archiwaliów Trzemeszeńskich


Autor

Nazwa:

Dodaj komentarz